
2010-01-14 08:52:00, autor: 11 Osobom interesującym się rapem Pjusa przedstawiać nie trzeba. Dużej części środowiska kibicowskiego także powinien on być znany. Dla reszty słowem wstępu - Karol Nowakowski to muzyk tworzący od paru dobrych lat w ramach zespołu 2cztery7, ponadto zapalony miłośnik piłki nożnej, prowadził między innymi polemikę w imieniu kibiców Legii Warszawa z Rafałem Stecem z GW. Z powodu choroby utracił całkowicie słuch, seria operacji pozwoliła mu znów słyszeć dzięki elektronicznym implantom, co wykorzystał nagrywając solową płytę o wymownym tytule Life after deaf. Do przesłuchania całej serdecznie zapraszam, natomiast dzisiaj chciałbym się skupić na utworze numer 5 - Dinozaur.
Autor przedstawia nam się jako dinozaur - gatunek, który już dawno wymarł, który już nie ma prawa istnieć w świecie. Wynika to z różnic w poglądach, w podejściu do życia. Dzisiejszy konsumpcjonistyczny świat, pędząca ludzkość, ukierunkowanie na zysk, na chwilowe przyjemności wypleniło z ludzi kiedyś podstawowe wartości jak honor, czy też prawda. Co gorsza, ludzie nie potrafiący dobrze się sprzedać, nie potrafiący w kąt wyrzucić starych cnót nie tylko nie odnoszą sukcesów godnych swojej postawy, ale są spychani na boczny tor, na społeczny margines. Pozostaje jednak iskra nadziei dla "old-schoolowców" - bo czy główny nurt tak naprawdę jest dla "dinozaurów" atrakcyjniejszy od cichego miejsca poza ogólnie przyjętym pędem za pieniędzmi, za pozycją? Piosenka skłoniła mnie do refleksji - gdzie tak naprawdę można znaleźć ludzi, którzy kierują się podobnymi pobudkami, dla których liczą się te same wartości co dla mnie - bowiem jak najbardziej identyfikuję się z utworem Pjusa. I w tym właśnie punkcie moje przemyślenia dotykają Łódzkiego Klubu Sportowego. Nie uważam trybun za miejsce spotkań ludzi kryształowych, o idealnych charakterach, szlachetnych pobudkach, niezrozumianych przez społeczeństwo i krzywdzonych przez nie. Nie myślę także, że jedynie tam można jeszcze spotkać patriotów, ludzi honoru oraz odwagi. Co więcej, sądzę, że połowa z osób zasiadających na Galerze, czy też na trybunach hali nie ma tak naprawdę pojęcia o tych wartościach, poza powtarzaniem utartych sloganów zasłyszanych od starszych kolegów. Ale jeśli miałbym szukać dinozaura, pojechałbym na al. Unii 2.
Ba, na dowolny stadion. Nie ma się co oszukiwać - kibice sami, czasem do przesady kreują się na ostatni bastion staromodnych, konserwatywnych wartości, lecz z drugiej strony - czy nie mają do tego prawa? Ostatnio wdałem się w polemikę z największymi autorytetami w moimi życiu, które jednocześnie to oni mi dali. Rozmawialiśmy między innymi o wydarzeniach z ery zmierzchu starego ustroju, gdy to środowisko kibicowskie tworzyło korpus działań "przewrotowych". Robotnicze masy, które wówczas spędzały sen z powiek komunistycznym władzom z trybunami były związane nawet nie tyle fizycznie - choć obecność na stadionie to wówczas niemal obowiązek, ale przede wszystkim mentalnie. Doszliśmy co prawda do wniosku, że wiele jednostek tak naprawdę "szukało dymu" i znalazło się tam w podobnych okolicznościach jak kibice Legii w okolicach KDT (szlachetne pobudki nielicznych, zwykła chęć bójki u większości), jednak nawet jeśli na 10. zwyczajnych amatorów walki znalazł się jeden, który walczył głównie w imię idei - czy nie oznacza to, że mam rację i słuszność dinozaurów szukając właśnie tam?
Zakończyć przemyślenia mógłbym jedynie apelem - do tych, którzy powtarzają wiele mądrych haseł, którzy zwą się patriotami, konserwatystami, a nie mają pojęcia kim był Dmowski, Beck czy Grabski. By za werwą i chęcią działania, chęcią manifestacji siebie stała przede wszystkim świadomość oraz wiedza. Reszcie z kolei polecam płytę Life After Deaf. Warto.
~11




