Aktualności

RTS Widzew – ŁKS Łódź: Zapisać się na kartach historii

W środę 17 maja dziesięć minut po godzinie siódmej wieczorem piłkarze ŁKS-u rozpoczną jeden z najtrudniejszych egzaminów w tym sezonie. Lider trzeciej ligi musi bowiem w 64. derbach Łodzi powalczyć o komplet punktów.

„Derby rządzą się swoimi prawami” – ten wyświechtany frazes powtarzany w Łodzi od kilkudziesięciu lat z pewnością mówi swoją prawdę o najbardziej prestiżowym pojedynku piłkarskim miasta włókniarzy. A sens jego zawiera się w tym, że nie zawsze teoretycznie lepszy piłkarsko zespół odnosi zwycięstwo.

O prestiż i punkty

Przykłady można mnożyć, bo czy ktoś mógł przypuszczać w sierpniu 1975 roku, że ŁKS, doświadczony ligowiec z reprezentantami kraju – Tomaszewskim i Bulzackim – przegra z niżej notowanym rywalem 2:1. A czy wielu było wśród postronnych obserwatorów w 1997 roku takich, którzy zdołali przewidzieć, że Widzew, aktualny wówczas mistrz Polski i uczestnik Ligi Mistrzów, przegra po bramce Marcina Danielewicza z mającym bronić się przed spadkiem ŁKS-em?

Piłkarzy Łódzkiego Klubu Sportowego nie trzeba było nigdy mobilizować na te spotkania, czasami wręcz mogło się zdawać, że to właśnie presja, chęć pokazania, że to najstarszemu łódzkiemu klubowi należy się w palma pierwszeństwa, przeszkadzała w odnoszeniu zwycięstw. Teraz podopieczni trenera Wojciecha Robaszka znów muszą zmierzyć się z presją, bo nie da się ukryć – zwycięstwo z Widzewem to nie tylko kwestia prestiżu, ale i szansa zbliżenia się do realizacji celu, a tym jest przecież awans do drugiej ligi.

„Zagrajcie z sercem, ze spokojną głową” – skandowali kibice ŁKS-u w ostatnich latach, gdy zbliżał się mecz z odwiecznym rywalem i wydaje się, że także w najbliższą środę nasi piłkarze powinni sobie wziąć te słowa do serca. To pierwsze jest zrozumiałe – aby wygrać derby nieodzowne będzie maksymalne zaangażowanie, ale ważne jest także to drugie – spokój, zimna krew, gdy trzeba – boiskowe wyrachowanie i świadomość własnej wartości, nawet jeśli coś w danej sytuacji nie pójdzie po myśli zawodników. Mecz trwa przecież dziewięćdziesiąt minut…

Taktyka, czyli wróżenie z fusów

Pod względem piłkarskim ŁKS nie ma prawa czuć kompleksów, co prawda futbolówka wiosną nie chce słuchać ełkaesiaków tak, jak słuchała ich jesienią, ale nadal nasz zespół potrafi zaprezentować szybki, błyskotliwy i mądry futbol, potrafi zaskoczyć rywala stałym fragmentem gry i zdominować środkową strefę boiska.

Wydaje się (choć to oczywiście jedynie rozważania z kanapy), że trener Robaszek ma dwa rozwiązania – o ile jego zawodnicy czują się znów mocni, a pogląd na tę sprawę szkoleniowiec z pewnością posiada, może zaskoczyć widzewiaków odważną grą od pierwszego gwizdka, narzucić rywalowi swój styl gry, wysoki pressing i zdominować środkową strefę boiska. Jesienią, kiedy ŁKS tak właśnie zagrał (szkoda że jedynie czterdzieści pięć minut) gracze Widzewa byli bezradni i jedyne co mogli przeciwstawić kombinacyjnej grze to faule. Gdyby ełkaesiacy tak samo konsekwentnie zagrali wówczas po przerwie, z pewnością teraz mielibyśmy na koncie dwa punkty więcej.

Drugi, chyba bardziej prawdopodobny scenariusz na ten mecz, to próba kontrolowanego cofnięcia się na własną połowę i gra z kontry. Pozornie jest to koncepcja bezpieczniejsza (tak przecież gra się w Polsce na wyjazdach od czwartej ligi do ekstraklasy), niemniej nieco tych atutów ełkaesiacy z pewnością w ten sposób się pozbawią.

Co zaprezentuje Widzew, też jest niewiadomą. Ocenić potencjał zespołu trenera Przemysława Cecherza nie jest łatwo, bo imponującą serię zwycięstw na własnym boisku udaje się graczom z al. Piłsudskiego kontynuować pomimo czasem bardzo słabej gry, a poza meczem z rezerwami Legii i Jagiellonii, beniaminek trzeciej ligi nie rzuca formą na kolana i to nawet w starciach ze znacznie niżej notowanymi rywalami. O ich sukcesach często decydują indywidualne umiejętności przede wszystkim Patryka Wolańskiego, Mateusza Michalskiego i Daniela Mąki.

Większość wiosennych spotkań widzewiacy rozgrywają jednak na swoim nowym stadionie, przy wypełnionych trybunach i być może kluczem do sukcesu ełkaesiaków w tym meczu będzie właśnie wytrzymanie presji miejscowej publiczności. Podopieczni trenera Wojciecha Robaszka nie mogą pozwolić, aby doping kibiców gospodarzy ich zdeprymował, muszą być pewni swych umiejętności i świadomi celu.

Kto nie zagra?

Oba zespoły przystąpią do środowej konfrontacji lekko osłabione. W Widzewie prawdopodobnie zabraknie Marcina Krzywickiego (choć napastnik bierze już ponoć udział w treningach), ponadto z obozu lokalnego rywala docierają również głosy o problemach zdrowotnych Mateusza Michalskiego i Adama Radwańskiego, ale niekoniecznie należy dawać im wiarę.

W ŁKS-ie nie zagra na pewno Jakub Kostryrka, wątpliwe również, aby szkoleniowiec lidera posłał w bój rekonwalescenta Mariusza Cichowlasa, zupełną niewiadomą jest natomiast występ (jeśli tak, to prawdopodobnie z ławki) Maksymiliana Rozwandowicza. Wraca natomiast po przerwie kartkowej Kamil Rozmus, a kibice ŁKS-u liczą i na to, że w tak prestiżowym pojedynku w ich zespole nie zabraknie oczywiście Patryka Bryły i Ievgena Radionova.

Fani będą myślami z drużyną

Pomimo starań działaczy ŁKS-u, kibice najstarszego łódzkiego klubu nie obejrzą na żywo środowego meczu, bo tak zadecydowali włodarze Widzewa. Piłkarze lidera będą więc na al. Piłsudskiego zdani tylko na siebie, ale z pewnością wiedzą, że wszyscy fani „Rycerzy Wiosny” są z nimi myślami. Zresztą także dlatego przed wyjazdem zawodników na mecz, kibice zamierzają ich pożegnać na obiekcie przy al. Unii Lubelskiej 2.

64. derby Łodzi poprowadzi doświadczony Tomasz Kwiatkowski, który od czterech sezonów sędziuje mecze ekstraklasy.

Pierwszy gwizdek w meczu Widzew – ŁKS w środę 17 maja, dziesięć minut po godzinie 19. Transmisję z tego spotkania przeprowadzi TVP 3.

Remek Piotrowski
fot. Agencja Gazeta (link)