Aktualności

105 lat temu przenieśli się na Srebrzyńską

16 maja mija dokładnie 105 lat od uroczystego otwarcia obiektu Łódzkiego Klubu Sportowego przy ulicy Srebrzyńskiej. Nie ulega wątpliwości, że podarowanie ŁKS-owi tego boiska miało kolosalne znaczenie dla jego dalszego rozwoju.

Jacek Strzałkowski w książce wydanej w 1983 roku z okazji 75-lecia powstania Łódzkiego Klubu Sportowego napisał, że „najważniejszym momentem w historii ŁKS w jego najwcześniejszych latach było otrzymanie własnego dobrze urządzonego boiska […]”. Istotnie, gdyby najbardziej utytułowany łódzki klub pierwszej połowy XX wieku nie otrzymał w 1912 roku terenu o powierzchni 4 mórg przy ulicy Srebrzyńskiej 37/39, prawdopodobnie nie zyskałby takiej popularności wśród łodzian i to jeszcze przed wybuchem pierwszej wojny światowej.

Fundament rozwoju

A że ją zyskał i że na mecze polskiego klubu z Łodzi przychodziło coraz więcej mieszkańców miasta, w tym ogromna zasługa ówczesnego prezesa. To właśnie Wacław Taubwurcel zwrócił uwagę na plac przy ulicy Srebrzyńskiej, a wkrótce dzięki zaangażowaniu Wiliama Horrocksa i aprobacie właścicieli terenu – Maurycego Poznańskiego i Hertza, stał się on nowym domem Łódzkiego Klubu Sportowego, choć gwoli ścisłości należy zauważyć, że tych domów miał wówczas ŁKS więcej.

Nikt wówczas jeszcze nie marzył o Parku Sportowym i stadionie przy aleja Unii Lubelskiej 2. Wtedy bowiem, to jest po 1908 roku, piłkarze rozrywali swoje mecze m.in. w pasażu Szulca (aleja 1 Maja), na placu przy ulicy Dzielnej (Narutowicza) lub na boisku przy ulicy Wólczańskiej, należącym zresztą do niemieckiego klubu Victoria. Dopiero dzięki staraniom ełkaesiaków oraz życzliwości władz Towarzystwa Akcyjnego Wyrobów Bawełnianych I. K. Poznański znalazł się ŁKS w posiadaniu szatni dla zawodników i przede wszystkim ogrodzonego boiska, obok którego wybudowano ławki dla publiczności oraz loże. Atutem tej lokalizacji, co miało z pewnością swój pozytywny wpływ na promocję klubu, była bliskość przystanku linii tramwajowej. Jeden z założycieli Łódzkiego Klubu Sportowego, Henryk Lubawski nie bez racji stwierdził na początku lat trzydziestych, że boisko to „stało się fundamentem przyszłego normalnego rozwoju Ł.K.S-u”.

Premiera w deszczu

Uroczyste otwarcie nowego obiektu przy ulicy Srebrzyńskiej 37/39 odbyło się w czwartek 16 maja 1912 roku. O piłce nożnej, czy sporcie w ogóle, dwa lata przed wybuchem Wielkiej Wojny prasa pisała rzadko. Tym bardziej trudno zatem byłoby oczekiwać, aby pisała ona o polskim klubie działającym na terenie zaboru rosyjskiego, na szczęście w Łodzi ukazywał się wówczas polski „Rozwój” i to właśnie dzięki tej gazecie, zachowała się do naszych czasów relacja z owego otwarcia.

Kibice ŁKS-u do dziś zwykli żartować, że jeśli ich ukochana drużyna gra to deszcz jest niemal pewny, czyż można się jednak temu dziwić, skoro nawet wspomniane uroczyste otwarcie obiektu przy Srebrzyńskiej odbyło się w 1912 roku w deszczowy dzień? Nieprzychylna aura odstraszyła tamtego dnia jedynie część widzów, bo na nowym obiekcie stawiło się około dwóch tysięcy sympatyków sportu z Łodzi.

Impreza rozpoczęła się o wpół do trzeciej (lub według innych źródeł: wpół do czwartej) po południu. Proboszcz parafii świętego Józefa przy ulicy Ogrodowej, ksiądz Henryk Przeździecki, dokonał aktu poświęcenia, a następnie wygłosił odczyt w duchu „Mens sana in corpore sano”. Po przecięciu wstęgi głos zabrał Maurycy Hertz, wkrótce zaś rozpoczęły się zawody lekkoatletyczne, których organizacja, jak napisał redaktor „Rozwoju”: „wykazywała dużo sprężystości i znajomości rzeczy. Możnaby zarzucić tylko, że przy starcie należałoby mniej denerwować uczestników zawodów i startu kilkukrotnie nie powtarzać”. A w „startach” tych wyróżnił się ŁKS, bo to jego zawodnicy wygrali bieg na sto metrów i rzut dyskiem (Filipiński) oraz skok o tyczce (Miller).

Korzyść z matchu widoczna

Crème de la crème, czyli jak pisała wówczas prasa – „match footballowy”, zaplanowano na godzinę piątą po południu. Rywalem piłkarzy ŁKS-u był tego dnia AZS Kraków i choć wynik był sprawą drugorzędną, trzeba z pokorą przyznać, że akademicy spod Wawelu dali łodzianom lekcję futbolu, wygrywają aż 5:1. Redaktor Kamiński przyznał, że „ze strony łódzkiej grano opieszale. Tylko atak pracował składnie”, choć z drugiej strony drużyna „nie traciła jednak animuszu tak, że przed samym końcem udało się jej uzyskać jedyny goal strzelony przez p. Hankego II. Mimo przegranej, korzyść z tego matchu jest widoczna.”.

Po widowisku sportowym w sali Domu Ludowego przy ulicy Przejazd 34 (obecnie Tuwima) odbył się uroczysty bankiet, w którym poza liczną już rodziną Łódzkiego Klubu Sportowego wzięli udział także goście z Krakowa oraz przedstawiciele zaprzyjaźnionych z ŁKS-em klubów. Podczas tego spotkania Bernard Miller, człowiek dziś zapomniany, a przecież trudno wyobrazić sobie bez niego historię i Cracovii i ŁKS-u, bo i tam i tu człowiek ten zasługi ma ogromne, zdaje się po raz pierwszy przedstawił zebranym historię istniejącego wówczas cztery lata, a zarejestrowanego zaledwie trzy lata wcześniej klubu.

Nawiasem mówiąc, wspomniany lokal przy ulicy Przejazd 34 odgrywał w tamtym czasie ważną rolę w życiu ŁKS-u, to tam bowiem w sezonie zimowym klub celem zebrania funduszy organizował rozmaite imprezy, zazwyczaj niezwiązane ze sportem. Wertując stare numery „Rozwoju” możemy zatem natknąć się na takie oto ogłoszenie z 1911 roku:
„Łódzki Klub Sportowy organizuje w dniu 28 b. m., jutro, w lokalu Domu Ludowego, przy ul. Przejazd nr. 34, wieczornicę muzyczno wokalno-deklamacyjną. […] biorą dział: Maria Wilkoszewska (śpiew), Jadwiga Horstówna (deklamacya), Stanisław Górski (śpiew) i Henryk Małkowski (ze swoim repertuarem Momusowym).”

Klub elitarny, ale i dla wszystkich łodzian

To właśnie te zabawne z dzisiejszej perspektywy inicjatywy, ponadto ambicje, odwaga i ogromne zaangażowanie ludzi związanych z klubem sprawiły, że właściciele placu przy Srebrzyńskiej 37/39 dostrzegli w Łódzkim Klubie Sportowym potencjał i zapewne także dlatego podarowali mu ten teren. A piłkarze ŁKS-u odwdzięczyli się bardzo szybko, jeszcze bowiem w 1912 roku zdołali wywalczyć swój historyczny, bo pierwszy tytuł mistrza Łodzi, wygrywając trzynaście z czternastu spotkań (jak słusznie napisali autorzy książki „100 lat ŁKS” – „[…] ci, co widzewskie tradycje piłkarskie wywodzą od roku 1910, muszą przyjąć do wiadomości, że w meczach z widzewskim TRMF padły wyniki 8:0 i 9:1” – oczywiście dla biało-czerwono-białych).

ŁKS był klubem polskim, ale i klubem wszystkich tych, którzy czuli się łodzianami. Sprawnie działający zarząd, który potrafił zadbać o samowystarczalność finansową składał się osób wywodzących się z inteligencji, nie tylko zresztą polskiej, ale należy pamiętać, że miłością do ŁKS-u zapałało w tamtym czasie bardzo szybko także środowisko robotnicze Łodzi i nie przeszkadzała w tym zauważalna już w tamtym czasie pewnego rodzaju elitarność klubu.
A rozwój tego łódzkiego fenomenu, któremu na imię ŁKS, nie byłby możliwy, gdyby 105 lat temu klub nie przeniósł się na Srebrzyńską.

Remek Piotrowski

Źródła:
– „Rozwój”, nr 246 z 27.10.1911, s. 4.
– Ze sportu, „Rozwój”, nr 113 z 18.05.1912, s. 3 i 4.
– Jednodniówka jubileuszowa Łódzkiego Klubu Sportowego, Łódź 1924.
– Łódzki Klub Sportowy: 1908 – 1933, Łódź 1933.
– Jacek Strzałkowski, Łódzki Klub Sportowy 1908-1983, Łódź 1983.
– 100 lat ŁKS, GiA, Katowice 2008.